22 stycznia 2026

22.01.2026. - Desert Ride - Rajd po pustyni

Do koleżanki do Eilatu przyjechali znajomi. W planach oprócz innych aktywności i plażowania, mieli także atrakcje pustynne. A że koleżanka w tym dniu była zajęta, zabrałem towarzystwo do Camel Ranch. Liczyli na przejażdżkę wielbłądami po pustyni, ale na miejscu okazało się, że wielbłądy są już zarezerwowane na kolejne tury i trzeba czekać dość długo na swoją kolej.

Następiła zmiana planów, gdyż okazało się, że stojące przed ranczem wszędołazy są gotowe do wyjazdu na pustynię od zaraz. A ja okazałem się jedynym, który może jechać jako kierowca gości. Instruktor bowiem miał swoją maszynę i z trasy robił także za fotografa i filmowca.





Nasza maszyna była zapakowana czterema osobami, podczas gy instruktor Oded jechał solo. Musiałem się spinać by nie zostać zanadto z tyłu...



Prawie zaraz po wyruszeniu trafiliśmy na kilka Koziorożców Nubijskich, spokojnie pasących się na przydrożnych niskich akacjach. Zatrzymaliśmy się, by w ciszy pozwolić im na żerowanie i wykonać kilka fotek. Koziołowstwo niespiesznie zmieniło drzewo do objadania, a my pomknęliśmy walczyć z nierównościami nawierzchni.



Po Wadi Shlomo na Wadi Rehavam, Oded ponownie zatrzymał nasze pojazdy i pokazał naturalną rzeźbę stworzoną jedynie siłami natury, przedstawiającą nieco rozłożyste serce z umieszczonym w nim płodem. Osoby z wyobraźnią dostrzegą je na lewo od centrum zdjęcia.
Wyłożył nam swoją filozofię łączności z naturą, która niewątpliwie była mu bliską i stanowiła spójny element z jego świadomością genezy czówieka i świata.



Ruszyliśmy znowu na maxa. Nie nadążałem za lekkim łazikiem poprzedzającym nas po sobie znanym terenie. Omijałem większe kamienie i wyrwy, ale momentami jazda stawała się niemal szaleńcza. Ewidentnie Oded chciał wypróbować moją zdolność do przestawienia się na jazdę terenową całkiem innym pojazdem z całkiem inną techniką. Ratował mnie bieg terenowy, który kosztem sprawności napędu, ograniczał prędkość maksymalną. Skoków przez przeszkody po kilku minutach oswajania się z wszędołazem bym nie zaryzykował...






Na punkt obserwacyjny a zarazem widokowy trzeba się było wspiąć stromą nawierzchnią asfaltową przez Wadi Yehoshafat. Cztery osoby, obniżone ciśnienie w oponach na teren i konkretny podjazd, stanowiły wyzwanie dla silnika. Po kilku minutach zaparkowaliśmy na wzgórzu i pozwoliliśmy odpocząć maszynom.







Oded poczęstował nas herbatą ośmioskładnikową, a muszę przyznać, że była wyborna. Świetnie spłukała kurz i piach, który w trakcie jazdy wciskał się do nosa i gardła.




Rozejrzeliśmy się po szerokim horyzoncie, sięgając wzrokiem daleko poza granicę z Egiptem. A u podnóża klifu biegł Szlak Izraelski, który na tym odcinku pokonywałem trzykrotnie. Wrzeszczeliśmy też na całe gardło, by od skał magmowych odbić echem nasze głosy. Słuchaliśmy o piasku z Sahary i innych ciekawostkach z przyrody mniej lub bardziej ożywionej.





Było tak fajnie, że skakaliśmy z radości ;-) No, może radości nie brakowało, a wyskoki były do zdjęcia, ale i tak całość wydarzenia była oceniona zdecydowanie na plus, do czego Oded walnie się przyczynił swoimi opowieściami i utrwalaniem tych pięknych chwil. 
Jakkolwiek na pędzące po pustyni łaziki patrzyłem dotąd przewracając oczami, to jednak doświadczenie dzisiejszego dnia pozwoliło mi nieco zluzować moje przekonania.


Wróciliśmy do rancza z fasonem. Tu już nie było taryfy ulgowej. Oded dowiedziawszy się że już tu bywałem, postanowił mnie chyba zgubić. Żywię jednak przekonanie graniczące z pewnością, że nie chciał odskakiwać ponad bezpieczny dystans. Instynkt przewodnika - opiekuna brał tu górę.

Było świetnie. Gdybym mógł, zatrudniłbym się w tym biznesie w jakimś niewielkim wymiarze. 
Ale kto wie, może tam jeszcze z kimś wrócę... :-)

.