05 września 2025

Trzydziesta czwarta noc na wieży, 4/5 września 2025.

Jak łatwo zauważyć po poprzednich relacjach z nocek na wieży, nie chodzi tu o samą wędrówkę czy spędzenie nocy w tak pięknych okolicznościach przyrody - choć to też pomniejszy cel - ale głównie o obserwację zachodu słońca i następującego po nocy wschodu naszej dziennej gwiazdy. 

Kiedy warunki atmosferyczne zwiastują tworzenie się porannych mgieł, jest to dla mnie zachętą do sprawdzenia, jak następnego dnia się to potwierdzi. Aby się o tym przekonać, wybieram się wtedy na Szpilówkę, która z górującą nad nią wieżą, stanowi doskonały punkt obserwacyjny tak na góry jak i na zjawiska pogodowe.

Z początkiem września zrobiło się nieco deszczowo. Akurat na tyle, że była szansa na złapanie porannych mgieł, choć nie zawsze moje przewidywania się sprawdzają. Pożądany jest czysty zachód z niebem pozbawionym chmur nad horyzontem i taką samą konfiguracją brzasku. Ale co by nie było, biorę wszystko z radością bywalca outdooru.

Po zameldowaniu się na wieży, niebo nie dawało większych szans na czyste zejście słońca pod horyzont. Przewalające się chmury ledwie na kilka chwil odsłaniały pomarańczową tarczę i to nawet nie w całości. Bez większego entuzjazmu uwieczniłem zachodnią półkulę nieba, według czasomierza określiłem, że już po fakcie i rozstawiłem schronienie na noc. A gdy ta nadeszła, wykonałem kilkanaście ujęć w gęstniejącym mroku i wyłożyłem się w tymczasowym miejscu dyslokacji :-)














* * *


O brzasku wyściubiłem nos zza poły namiotu i już wiedziałem, że będzie się działo. Moje fotograficzne działo także to wiedziało. Nawet telefon rwał się ochoczo do ujęć poklatkowych, więc pozwoliłem mu spokojnie wykonywać swe zadanie, do którego z aparatem wespół się dołączyliśmy.

Poranne mgły szczelnie nakrywały Iwkową od tymowskich serpentyn po Nagorze z Bacówką. Lipnica zaś jako zwykle zadowalała się lekkim zasnuciem białą opończą, gęstniejącą momentami ponadnormatywnie. Tym samym regularnie spoglądałem przez obiektyw to w jedną, to w drugą stronę, obserwując i dokumentując rozwój wydarzeń. A te były bardzo dynamiczne i pięknie oświetlane czysto wschodzącym słońcem. Barwy różu i pomarańczów prześwitujących przez pierzynkę chmur, ocieplały przeszywający chłód wilgotnego poranka. 

Dla mnie była to piękna i niezapomniana poranna uczta, choć w kwestii kulinarnej całkowicie na czczo. Jednak apetyt na doznania estetyczne przy wczesnej porze wystarczył zamiast suto zastawionego stołu.
A działo się to oczywiście do czasu odpłynięcia rzednących obłoków pod coraz cieplejszym i wyżej zawieszonym późnoletnim słońcem. Zobaczcie to zresztą sami, a jeśli nie dostrzegacie tej pełnej dynamiki będącej moim udziałem, to na końcu umieszczam dla Was film poklatkowy, w przyspieszonym tempie ukazujący magię porannego zjawiska.































A oczywiście po poranku, z resztą mgieł zszedłem do Urbanka na małe śniadanko, które w sam raz wystarczyło do napędzenia mnie w powrotną drogę ku domowi...







A teraz film z muzyką autorstwa mojego i coraz mniej sztucznej inteligencji :-)
Z uwagi na limit, film dostępny na moim kanale na YouTube.

Wschód słońca, Szpilówka, 5.9.2025.

.