Każdego roku, dzień po głównych uroczystościach odpustowych ku czci św. Szymona z Lipnicy, mieszkańcy Lipnicy Murowanej pielgrzymują do Krakowa, do Klasztoru Ojców Bernardynów, gdzie znajduje się grób świętego Szymona. Większość wybiera autokar lub własny samochód, ale są też tacy, którzy decydują się pokonać całą trasę pieszo.
Wzorem lat ubiegłych, także i w tym roku wyruszyłem o godzinie 3:00 nad ranem w towarzystwie mojego siostrzeńca Tomasza. Przygotowaliśmy się do tego marszu starannie, zarówno kondycyjnie jak i sprzętowo.
Dystans niemal sześćdziesięciu kilometrów nie wybacza zaniedbań. Dobre buty i skarpety to podstawa. Niemniej ważne jest też przygotowanie kondycyjne. Najważniejsza pozostaje jednak motywacja. To właśnie kult św. Szymona z Lipnicy sprawia, że ten wysiłek nabiera głębszego znaczenia.
To nie zwykły marsz, nie jest to też wędrówka szlakiem turystycznym. To prawdziwa pielgrzymka po śladach św. Szymona, o którym podania mówią, iż tę trasę on sam także pokonywał pieszo.
Godzina 3:00. Krótka modlitwa i wyruszamy. Kościół św. Szymona, wzniesiony w miejscu jego rodzinnego domu, oraz pomnik stojący pośrodku lipnickiego rynku skąpane są jeszcze w nocnych ciemnościach, rozświetlanych jedynie przygaszonym światłem ulicznych latarni.
Dalszy odcinek do Połomia Dużego pokonujemy równym krokiem w świetle czołówek.
Świt zastaje nas przed Królówką, gdzie chłody poranka są najdotkliwsze. Tym razem trafiamy jednak na jeden z najbardziej upalnych dni tego lata. Już od samego rana czuć, że będzie gorąco.
Na granicy Królówki po raz kolejny spotykamy wschód słońca. To jeden z tych stałych punktów tej pielgrzymki, który nigdy się nie nudzi. Utrzymujemy równe tempo, co jest kluczowe w dysponowaniu siłami i przyczynia się do minimalizacji zmęczenia. Wydatnie pomagają w tym kije trekkingowe.
Spory drewniany krzyż i stara stodoła to kolejne miejsca na trasie, które pamiętam i darzę szczególną estymą.
W Sobolowie ruch dopiero budzi się do życia. Ulice są jeszcze spokojne, a my mamy przed sobą większość drogi. Osiemnasty kilometr i zazwyczaj dochodzę tu na godzinę siódmą, kiedy otwierany jest lokalny sklepik spożywczy. Dzisiaj jesteśmy kwadrans przed czasem i niesiemy własne zapasy - bułeczki św. Szymona, więc zasiadamy na ławce przy remizie OSP na małe co-nieco i krótki odpoczynek.
Rzeka Raba informuje, że jeszcze kilka chwil i osiągniemy półmetek.
Niegowić. To już 28 kilometrów i półmetek, gdzie przewidziany jest dłuższy odpoczynek. Na tę okoliczność niesiemy karimatę i materacyk, by krótkim snem zregenerować siły i zrekompensować wczesną pobudkę. Mamy dobre tempo, zatem godzina i dwadzieścia minut to czas, który pozwala nam odzyskać siły przed dalszą drogą i sprawia, że ruszamy dalej niemal jak nowo narodzeni.
Teraz odpoczynki będą częstsze i czasowo dopasowane do naszego tempa. Maszerujemy po płaskim terenie, co pomaga, ale w narastającym upale, co przeszkadza. Asfalt oddaje ciepło z taką siłą, że każdy skrawek cienia staje się prawdziwym schronieniem.
Kaplica św. Antoniego na Zabłociu to miejsce ożywczego cienia i krótkiego odpoczynku. Bułeczki św. Szymona powoli znikają :-)
Droga z Gdowa do Wieliczki wita nas brakiem chodnika. Na szczęście na odcinku pół kilometra. Dalej, do Wieliczki podążamy trotuarem.
Odpoczynek w Wieliczce to głównie błogosławieństwo cienia. Temperatura oscyluje wokół 30°C.
Kraków i węzeł autostradowy. W skwarze, ale też i w szpalerach drzew. Siły jeszcze są.
Ostatni odpoczynek na terenie dawnego Obozu K.L. Płaszów. Tu już wyraźnie odczuwam zmęczenie. Tomasz w pełni sił.
Kościół św. Józefa w Rynku Podgórskim. Ostatnie dwa kilometry. Dobry czas i dobre samopoczucie.
Klasztor O.O. Bernardynów i Sanktuarium św. Szymona. Jesteśmy u celu! Wita nas Gwardian klasztoru - Ojciec Barnaba. Zdjęcie pamiątkowe i jeszcze zdążymy usiąść na chwilę w klasztornym ogrodzie.
Msza poodpustowa. Tu składamy intencje i modlitwy do naszego świętego rodaka. Dziękujemy za towarzyszenie na trasie pielgrzymki i wsparcie, które odczuwaliśmy.
A po nabożeństwie, tradycyjny bigos na Sali św. Szymona smakuje wybornie. I wreszcie mogę się nawodnić do syta, po upale, który wycisnął ze mnie siódme poty.


















